marzył o byciu literackim urzędnikiem... lubię go; on by się pewnie nie obraził, że czytuję jego dzienniki w miejscu, które literacko nijak się mają do czytania, bo czytanie to przecie nie fizjologia, chociaż... może dla niektórych? Dziwnie odczucia co do poranków przeraźliwych mamy podobne; szczególnie ostatnie są wyjątkowo intensywne pod tym względem. Przy kawie oczy mi prawie z orbit nie wyskoczyły, gdy tłum w telewizorze tuptał zawzięcie, oczekując na wyjście Justyny Kowalczyk; podobno pierwsi entuzjaści zjawili się o 6-tej rano?! Co to za ludzie? Po co im to? A potem była orkiestra dęta! i kwiaty! i śpiewy! i przemówienia! i inteligentne pytania dziennikarzy "co pani czuła?" Ona się ledwie trzyma na nogach, a oni dziesięć zwrotek po góralsku... zabrakło mi dwóch kurdupli w krakowskich strojach...
Rozśmieszył mi Pilch trochę ten poranek, bo Kołakowski z niepokojem wyznał, że w sumie nie bardzo wie, o co temu filozofowi, Wittgensteinowi, chodzi. No to może Kołakowski nigdy nie miał 19 lat. A wczoraj też mnie rozśmieszył; Szymborskiej, jako Noblistce!, przyznał prawo do lubienia kiczu, którego to lubienia On nie podziela, no i jeszcze rozczulił, cytując Poetkę, która uważa, że Nobel to się tak naprawdę należał Kornelowi Filipowiczowi; zakochana kobieta to i Nobla by facetowi oddała. Swoją drogą, gdzie Ona go wtryniła, tego Nobla, tzn. medal?...
Showing posts with label dziennik. Show all posts
Showing posts with label dziennik. Show all posts
Monday, March 1, 2010
Subscribe to:
Posts (Atom)